Witam moi drodzy dzisiaj jest ten dzień w którym postanowiłam zrobić ten kroczek do przodu i założyć bloga o słodkościach, deserach i wypiekach. W moim rodzinnym domu wypieki nie cieszyły się powodzeniem, dlaczego ? A no dlatego, że mieszkam na śląsku, gdzie w latach 90-tych dominowały głównie piece, które były opalane węglem. Piekarnik nie był u nas sprawny, za to mama miała taki stary elektryczny prodiż, w którym od czasu do czasu piekła najprostszą na świecie babkę piaskową. Ta babka to w zależności od zamysłu czasem była z kawą, czasem z kakao a najczęściej jedynie w czystej swej postaci uperfumowana jedynie cukrem wanilinowym. Z deserów najczęstszym gościem, przeważnie w niedzielne popołudnie był popularny, wręcz kultowy kogel-mogel. Możliwości na ówczesne czasy może nie były, aż tak wielkie jak dzisiaj, ale u mnie nigdy słodycze i domowe wypieki nie cieszyły się powodzeniem. Dzisiaj moją pasją jest robienie ciast, ciasteczek. Zapraszam więc do tej słodkiej, ale mam nadzieję porywającej i inspirującej podróży.
Nie ma co się szczypać jest karnawał i jak co roku strony kulinarne zalewa fala przepisów na pączki, chrusty, faworki i inne tego typu przysmaki. Trochę mi nie po drodze na ten czas zapodawać przepis na te kaloryczne, choć smakowite kąski...więc, postanowiłam że dzisiaj postawię na coś wręcz przeciwnego. W szafce od dłuższego czasu zalegała mi soczewica, której nie zmieściłam w pojemniku. Zazwyczaj takie resztki lądują w zupie, lub jakieś paście do chleba. Tym razem wymyśliłam inne zastosowanie soczewicy w mojej kuchni. Przyznaję, że rzadko ale jednak kupuję czasem gotowe przekąski, choć nie jestem ich fanką. Zdecydowanie wolę stać w kuchni kilkanaście minut dłużej i przygotować domowe chipsy z piekarnika, lub frytownicy. Dzisiaj przedstawię wam moją wersję przekąski, która odmieni wasze spojrzenie na strączki i nawet jeśli nie lubicie smaku soczewicy to zapewniam, że w tej przekąsce jej nie wyczujecie. Jedynym poświęceniem z waszej strony będzie...
Komentarze
Prześlij komentarz