O mnie

Cześć mam na imię Sylwia... i w zasadzie kulinarną sztuką zajmuję się od czasów późnego liceum. Pasja rozwijała się stopniowo, lecz w tym momencie bierze górę nad wszystkimi innymi które posiadam. Lubię eksperymenty, zdrową żywność, nowe wyzwania.
Po co mi ten blog??? 
Z początku myślałam, że będzie to dla mnie wygodniejsza forma zeszytu, w którym będę kolekcjonować moje sprawdzone i ulubione przepisy. Jednak przy trzecim wpisie zauważyłam, że ma to jednak większy sens i postanowiłam, że będzie to coś więcej... Kocham gotować, testować nowe trendy...
Dlaczego słodki blog???
 W zasadzie nie jestem fanką słodyczy, ale przygotowanie deseru, upieczenie ciasta czy też przemycanie zdrowych produktów sprawia mi ogromną przyjemność.


Z innej beczki :

Dlaczego tak wcześnie odszedłeś ??? 

Drodzy moi mija dzisiaj 6 dzień od jego śmierci a ja wciąż nie mogę tego unieść. 6 dni piszę tego posta i nie mogę skończyć. 
Mój mały muzyczny świat legł w gruzach. Był dla mnie bardzo ważnym głosem w mojej głowie. Nigdy go nie zapomnę. 



Chesterze Twoja śmierć dla mnie jest ogromną krwawiącą i jątrzącą się wciąż raną, która nigdy się nie zdoła zagoić do końca. Na zawsze pozostaniesz w mojej głowie, a serce będzie wciąż dygotało na wspomnienie twego głosu. Byłeś, i będziesz niezastąpiony. 


Kochani bardzo długo myślałam nad tym czy w ogóle o tym pisać bo z tematyką bloga nie ma to nic wspólnego, ale czuję że nie mogę dalej dusić tego w sobie. Muszę się trochę uzewnętrznić. Bardzo ale to bardzo od kilku dni przeżywam wewnętrznie śmierć mojego idola Chestera Benningtona + . Jego muzyka, jego głos, charyzma i to jaki był na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Jestem bardzo wrażliwą osobą i choć próbuję być silna na przekór wszystkiemu i wszystkim to są rzeczy które powodują że się rozpadam. Płakałam jak małe dziecko, nie mogłam w to uwierzyć. Początkowo myślałam, że podobnie jak i inni celebryci padł ofiarą jakiejś grupy próbującej wzbudzić tanią sensację. Jednakże przeglądając już właściwie wszystkie oficjalne strony uświadczyłam się w przekonaniu, że to jednak prawda. I wiecie co mnie najbardziej wkurza, to że człowiek mający tak olbrzymi talent, sławę i uznanie tak po prostu przegrał walkę z samym sobą. Ja nie wyobrażam sobie zespołu Linkin Park bez niego. Owszem wiem, że na cały sukces grupy pracowali wszyscy jej członkowie, ale uważam że Chester był sercem tej kapeli, a ja wiadomo bez serca nie da się żyć. Czas pokaże...

W 2002 lub 2003 roku zaczęła się moja fascynacja zespołem. Jak dzisiaj pamiętam to jak co weekend oglądałam popularne notowanie najlepszych muzycznych kawałków w programie 30 ton. Ile oni czasu okupowali pierwsze miejsce z utworem In the End??? ... Kocham po dziś dzień ten kawałek.

Z resztą niejednokrotnie powtarzałam, że uwielbiam każdą ich płytę i nie było dla mnie ważne czy grają ostry rok alternatywny, czy słychać więcej elektroniki czy w końcu za przykładam ostatniej płyty grają POP. W każdym gatunku tworzyli coś co nazwałabym raczej muzyką dla ambitnych odbiorców, przede wszystkim z uwagi na przekaz wartości i problematyczne znaczenie teksów. Zawsze jest tam głębszy sens. Po śmierci Chestera patrzę na niektóre kawałki z zupełnie nowej perspektywy. W każdej solówce, słychać dokładnie to co czuł, jakie miotały nim uczucia. Był bardzo autentyczny w odbiorze. Jego biografię poznałam już dużo wcześniej, i nie powiedziałabym, że jest to człowiek zdolny to popełnienia samobójstwa. W jednym z wcześniejszych wywiadów przyznał że miewał już wcześniej takie myśli, jednak jakoś udało mu się przezwyciężyć wszystkie złe momenty.




DEPRESJA? skądś to znam. Nie chcę pisać tutaj o mnie, ale wiecie naprawdę jego muzyka nie raz pomagała mi pozbierać i uporządkować myśli. Kiedy byłam wściekła i potrzebowałam trochę pokrzyczeć słuchałam The hunting party (2014) czy też Meteory (2003), lub tej od której się wszystko zaczyna czyli Hybrid Theory (2000). Kiedy ogarniał mnie smutek i żal słuchałam The living things (2007), a gdy nie miałam ochoty na to by wywlec się z łóżka, albo miałam za sobą jakąś porażkę najczęściej sięgałam po mroczne kawałki z Gray Daze(to pierwsza garażowa grupa Chestera z którą nagrał dwie płyty.

Zawsze to pomagało mi znaleźć jakiś sensowny punkt odniesienia do moich rozterek i złych myśli... i się pozbierać. Prócz tego w 2009 roku ukazała się płyta Dead by sunrise. Był to osobny projekt, której Chester przewodził i wydał razem z grupą krążek " Out of Ashes". Płyta miała nieco bardziej żwawe rytmy, choć ja godzinami mogłam słuchać wolnych ballad "In the Darkness" lub "Walking in Circle". Właściwie właśnie w tej płycie bardzo mocno widać ból, cierpienie i jego życiowe zawirowania...




Narkotyki i alkohol do tego traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa. Co miotało nim tak bardzo, co działo się w jego głowie??? Wielu będzie jeszcze długo oczekiwać bez kresu na odpowiedź.

Ja będę wierną i oddaną fanką tego co pozostawił po sobie, bo muzyka jest wieczna .. I to jedyna droga do tego co po nim pozostało.




Ja zawsze widziałam wiele podobieństw między mną a samym Chesterem, przeszłam równie długą wyboistą drogę. Pomimo tego że nigdy nie walczyłam z żadnym nałogiem to i tak czułam się nie raz jakbym nie wiadomo jaka była. Już w szkole podstawowej szydzono ze mnie i drwiono, bo byłam niska, chuda i zawsze z cieniami pod powiekami. Taka moja uroda... Wołano na mnie ćpunka, i chyba jest to pierwszy raz gdy zdobywam się na odwagę by publicznie opowiedzieć część tego co prześladuje mnie od zawsze. W gimnazjum miałam trochę spokoju, zmieniłam otoczenie, ale przechodziłam inną traumę związaną z bardzo złymi relacjami moich rodziców i ciągłymi wojnami między nimi. Żyliśmy z dnia na dzień, ale ubóstwo wchodziło wszystkimi oknami i nie raz bywało tak, że wszystkie swoje grosikowe oszczędności oddawałam mamie. Byłam mocno związana z moją młodszą siostrą, którą opiekowałam się najlepiej jak mogłam. Niestety dzisiaj jesteśmy od siebie tak samo daleko, jak wtedy byłyśmy blisko. W gimnazjum, które całe szczęście było najlepszym gimnazjum w moim mieście raz do roku odbywał się tzw. Tydzień kultury uczniowskiej. Nie pamiętam dokładnie czy była to druga czy trzecia klasa, ale wtedy miałam okazję przybliżyć sobie muzykę Linkin Park. Chłopaki z równoległej klasy w ramach chyba tego tygodnia przygotowali właśnie występ muzyczny, gdzie grali najpopularniejszy kawałek grupy, czyli In the End. Nie mogli nie wygrać, byli po prostu świetni. Tak mi się spodobała piosenka, że nie mogła mi wyjść z głowy. Cały czas ją nuciłam , i przy pierwszej nadarzającej się okazji wyszukałam ją w internecie i ściągnęłam. Nie miałam wtedy jeszcze żadnegp swojego odtwarzacza mp 3, ani nic w tym stylu, więc słuchałam jej po szkole na płycie CD. Prócz wymienionej już przeze mnie "In the End", bardzo mocno przypadła mi do gustu Numb. Klasyka!. Gdy coraz bardziej wtapiałam się w muzyczny świat Linkin Parku i nagrałam sobie całą płytę jeszcze bardziej zakochałam się w oryginalnym głosie Chestera.


Trochę odniesienia do  całej dyskografii i moich ulubionych kawałków.:


Hybrid Theory... To jest ich pierwszy krążek. Debiut jakich mało... i wiecie mimo wszystko mocne i ciężkie brzmienia jak np. "By Myself" lub "Forgotten" pozwalają mi zawsze poczuć się lepiej, gdy mam gorszy dzień. Cała ta płyta emanuje taką energią, że rozwala totalnie wszystko. Od tego się zaczęło i naprawdę fani na całym świecie oczekiwali, że grupa kiedyś wróci do tego co pokazali na początku. Ciekawostką jest to, że nazwa pierwszej płyty nie jest też przypadkowa. Z założenia miała to być oficjalna nazwa grupy ale do tego nie doszło. Nazwa była już zajęta.
Ci co znają historię grupy wiedzą że Linkin Park to skrót od Lincoln Park... Ale o tym dlaczego taka nazwa to poczytacie sobie gdzie indziej... :P



Reanimation (2002) mało znana i mniej rozpowszechniana. Czemu??/ Bo zawiera ona niejako remixy utworów z Hybrid theory. Nie był to album studyjny... Jest inna niż wszystkie późniejsze płyty, choć ja lubię od czasu do czasu jej posłuchać.




Meteora (2003) Który fan LP nie zna choć jednego kawałku z tej płyty. Ja najbardziej kocham "Faint" i "From the Inside" .... Ta ostatnia trafiała do mnie głównie z tego powodu, że wówczas zmagałam się z trudnym okresem dorastania i mimo wszystko jej przekaz definiował poniekąd moje odczucia względem bliskiej mi osoby.




4 Lata , aż 4 lata musiałam czekać na kolejny krążek Linkin Park... Jest 2007 rok, jestem chyba w jednym z najfajniejszych momentów w moim życiu. Pierwsza klasa Liceum. Nowe otoczenie. I nowy rozdział w moim życiu, który niesamowicie ukształtował mi psychikę i poglądy . Wracając jednak do muzyki. Był to złoty okres mojej nastoletniej młodości.W tym roku , też zdobyłam rzecz bez której nie mogę się obejść. Złoty Ipod Shuffle z limitowanej serii wyprodukowanej dla marki Avon. No może was to bawi, że mam taki model, ale ja z tym przedmiotem jestem niesamowicie związana. Mam go już 10 lat a on działa tak samo dobrze jak na początku. I ni jednego razu na liście utworów nie dominował Linkin Park... Nie zamieniłabym go nawet na najlepszy model.


Wracając do samego "Minutes to midnight" to przyznam wam się kiedy po raz pierwszy usłyszałam ostatni z tej płyty numer " The little things give you away" to słuchałam go w pętli po kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy. Kochałam ten kawałek i słuchałam od początku do końca mimo iż utwór liczy w sumie ponad 6 minut. Jadąc do szkoły czy wracając z treningów... zawsze była ze mną i mam do niej olbrzymi sentyment. Nie tylko dlatego, że jest to ballada kołysająca, i kojąca wszystkie zmysły. W zasadzie historia utworu też ma duże znaczenia bo została napisana po tym jak mieszkańcy Nowego Orleanu zmagali się z niebotycznie ogromnymi zniszczeniami spowodowane huraganem Katrina.

Tekst jest tutaj kluczem... Dla mnie fragment  refrenu ma też inny bardziej osobliwy wygłos :"All you've ever wanted Was someone to truly look up to you " niesamowicie trafia sednem do moich odczuć względem własnej rodziny, choć ogólnie całość zakrawa naprawdę na coś rozumianego w dużo szerszym kontekście i w innym temacie .

Z albumu są jeszcze w zasadzie numer "Given up" jest dla mnie bardzo ważny ... Dlaczego??? Nie wiem czy powinnam, ale powiem wam że czułam kiedyś dokładnie to samo co czuje podmiot liryczny. I się poddałam... Dzisiaj z perspektywy śmierci Chestera widzę to w jakim punkcie znajdował się on sam. Nie raz wyładowywałam wszystkie moje żale krzycząc do tej piosenki... Wszystko jakby umykało obok, bo czasem krzyk jest lekarstwem na wszystkie skrzywienia umysłu.




No i wreszcie "Leave Out All the Rest" przy której dzisiaj ryczę najmocniej bo choć piosenka ma 10 lat, to doskonale oddaje to co się dzieje teraz. Mam wrażenie jakby teraz miała być komentarzem, prośbą i błaganiem o wybaczenie. Ja zbudowałam taki mały odnośnik moich uczuć względem słów składających się na wymowny refren.

"When my time comes"


Odpowiem : Twój czas przyszedł za prędko.


"Forget the wrong that I’ve done"


Odpowiem: Wybaczę Ci wszystko, lecz jak wybaczyć Ci tą pustkę którą po sobie pozostawiłeś?
"Help me leave behind some reasons to be missed"


Odpowiem: Tych powodów jest mnóstwo to Twoje piosenki. Wszystkie i każda bez wyjątku.
"Don’t resent me and when you’re feeling empty"


Odpowiem : Oburzać się na Ciebie???mimo wszystko nie będę. Pustka, którą zostawiłeś jest jak bezgraniczne wody oceanu. Wydaje się nie mieć końca.
"Keep me in your memory"


Na zawsze i póki mój czas nie przyjdzie...

"Leave out all the rest"


Pomijam całą resztę...Tylko jak pominąć to że Ciebie już nie będzie ?


Jest jeszcze Bleed it Out, które dla mnie też jest swoistym manifestem skrajnych uczuć.


10 lat wcześniej a wszystko wpasowuje się w to co czuje się po jego odejściu. Może i z biegiem czasu lepiej jest to nam zrozumieć... Ale to już wtedy było wołanie o pomoc... Bo przecież jasne jest że przegrał walkę z samym sobą.

Dla mnie ten album i znaczenie tekstów są bardzo ważne.



Później znowu 3 lata przerwy i mamy 2010 rok a z nim nową płytę "A Thousand Suns". To ta płyta, która została bardzo źle przyjęta przez fanów LP, którzy liczyli na powtórkę ciężkich rockowych brzmień z Hybrid Theory. Nie pamiętam ile razy odpowiadałam na te negatywne komentarze znacząco podkreślając, że prawdziwy i wierny fan zespołu nie powinien podważać ich tożsamości muzycznej, przez to że w płycie słychać bardzo dużo elektroniki. Ja miałam od zawsze takie podejście, że jeśli jesteś prawdziwym fanem i utożsamiasz się z muzyką twoich idoli, to bezwzględnie powinieneś ich wspierać, a nie oburzać się na to że jest to kompletnie co innego niż oczekiwano.

Tak nawiasem dla mnie właśnie między innymi na tym polega fenomen zarówno bandu jak i samego Chestera, bo mało kto może grać nu metal, elektronikę, pop, rock i być przy tym tak autentycznym i prawdziwym. Podajcie mi choć jeden przykład Polskiego zespołu, który tak umiejętnie niczym kameleon może zmieniać style muzyczne, mieć jakiś przekaz i pozostawać sobą /.??? Trochę siedzę w muzyce i wydaje się mi że na rodzimym podwórku próżno szukać właśnie takich fenomenów. Może mam klapki na oczach, bo totalnie wkręciłam się w muzykę LP. Ale przecież mam prawo wyrażać własne zdanie , a przeczuwam że wielu by się ze mną zgodziło.


Wracając do albumu ...
Mnie z samej płyty bardzo do gustu przypadło "Waiting For The End"" i długo na swojej liście na ipodzie miałam ją jako nr 1.


No i jest jeszcze "Burning In The Skies", z której znaczeniem bardzo mocno się zespalam. Też spaliłam za sobą wiele mostów, i z powodu popełnianych błędów traciłam cenne rzeczy. Ale jest to zupełnie inna historia.


2 lata później bo w 2012 roku ukazał się krążek "Living Things". Nieco ponad miesiąc wcześniej sama zostałam mamą i wszystko mi się wywróciło do góry nogami. Jak tylko ukazała się płyta od razu po nią sięgnęłam i z olbrzymim stukotem serca przesłuchiwałam kolejne kawałki. Na samym początku pomyślałam sobie, że ma ona nieco inny charakter niż dotychczasowe. Niezmiennie urzekał mnie jego głos, który z łagodnego nagle przybierał wszystkie odcienie czerni i trzeszczał, charczał niczym najostrzejsza brzytwa. Jak zwykle sens napisanych wersów pochłaniał mnie bez reszty.
Co do moich ukochanych numerów z tego krążka. "Roads untraveled" - Piękna i sentymentalna. Dość krótki tekst z wyraźnym przekazem. "Castle of Glass", chyba najbardziej znana i z mocnym akcentem oddawanych emocji, które są opisywane przez autora. No i wreszcie ta która zamyka płytę czyli :" Powerless"...

Czasem, wobec przeszłości i wspomnień stajemy się bezsilni...

Ja staram się jak mogę nie pamiętać i zapominać wszystkie złe rzeczy, które zostały mi uczynione. Też nie miałam lekko w życiu i są rzeczy których niestety nie wyprę z pamięci. Trudna miłość, trudne relacje w rodzinie i tysiąc innych spraw. Kiedy pojawiła się ta płyta tak jak napisałam byłam już mamą. Dziecko stało się dla mnie terapią na najczarniejsze myśli. Wiele miesięcy wcześniej, jeszcze nim zaszłam w ciążę byłam w najgorszym okresie swojego życia. Większość właśnie spowodowała depresja, o której istnieniu wówczas bym nie pomyślała. Bałam się nazywać rzeczy po imieniu, tak po prostu i bez ogródek. Nikt do tej pory z najbliższych mi osób nie wie o tym co się ze mną działo.
Muzyka pozwalała oderwać się od każdej pojedynczej złej myśli, które miewałam w tamtym okresie.

Trochę się pozbierałam dzięki życzliwym osobom, które się tak naprawdę mną zaopiekowały. Będę im dozgonnie wdzięczna za to co dla mnie wtedy zrobili. Poczułam się wreszcie jak w prawdziwej rodzinie i zazdrościłam mojemu mężowi tego jak blisko jest z rodzicami. I tu w zasadzie pojawia się szeroko pojęty temat szacunku. Mówi się o tym, że bez względu na wszystko trzeba mieć szacunek do rodziców. Ja popieram to zdanie, ale mam też swoją dygresję na ten temat. Co w momencie, gdy masz szacunek do rodziców lub jednego z nich a on praktycznie tego nie zauważa? Co więcej... co jeśli taka osoba stale się tego domaga a sama go nie okazuje? Czy czasem to nie powinno działać w obie strony tak samo? .... Wierzcie mi że stale zadaję sobie to pytania i wiem że nie znajdę właściwej odpowiedzi. Są bowiem ludzie których określiłabym mianem niereformowalnych, więc co tu dużo gadać. Boli jednak mnie fakt, że ciągłe poczucie odtrącenia pogłębiało moje stany odcinania się od wszystkich.
Druga sprawa Zaufanie. Ile razy naginałam ten paragraf?? Ile razy przez moją nieumiejętność mówienia głośno o swoich problemach kładłam bezsensowne treści, które wówczas wydawały mi się być dużo lepszym rozwiązaniem. Ile razy oszukałam samą siebie ? Raniąc przy tym również tych, na których najbardziej mi zależy? Nie potrafię tego policzyć. Wiem, że gdybym mogła cofnąć czas to najprawdopodobniej uczyniłabym wszystko by nie popełnić pewnych błędów. Ale kto z nas choć raz o takiej możliwości nie pomyślał.

Nie powinnam wylewać tylu żali w tym miejscu, ale czuję że powinnam wkońcu zdobyć się na odwagę by gdzieś ulokować tą strawę.
I wiecie czemu to robię>? Bo chcę wam powiedzieć, że Chester przegrał walkę z przeszłością, z ciężarem złych wspomnień i uzależnieniem.
Ja tego nie chcę, bo choć nie mam takiego talentu, i sławy którą miał on sam, to jednak tak samo jak  i on zmagam się każdego dnia z swoimi słabościami i uświadomiłam sobie, że ta walka nieświadomie wymyka mi się spod kontroli i mogę ją przegrać.
Nie oczywiście nie posunęłabym się do niczego podobnego. Mimo moich wad, i wszystkich problemów kocham życie. I kocham Boga, w moim pamiętniku niejednokrotnie w najgorszym czasie pisałam, że tylko dzięki wierze i mojej niezłomnej teorii, że nikt prócz Niego nie zdecyduje o moim końcu ciągle jeszcze żyję. Może jemu właśnie tego zabrakło? Może nie miał wiary ... A może nie zdążył poszukać innego wyjścia.

Dobra wracając do dyskografii.











Dla większości muzyka grupy może być tylko fajną nutką, która trafia w mniej lub bardziej wysublimowane gusta. Dla mnie od zawsze jest to coś więcej.




























R.I.P Chester Bennington 20.07/2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz